EASA chce doregulować szkolenia do kategorii szczególnej! Dlaczego to realne zagrożenie dla rynku BSP?

EASA rozpoczęła prace nad dodatkowym doregulowaniem szkoleń do kategorii szczególnej STS. Oznacza to bezpośrednią ingerencję w rynek profesjonalnych szkoleń dronowych – dokładnie w ten obszar, który już dziś zmaga się z nadmierną biurokracją, brakiem stabilności prawa i problemami operacyjnymi.

Z informacji przekazywanych w ramach konsultacji branżowych wynika, że rozważane są m.in.:

  • narzucenie sztywnej minimalnej liczby godzin szkolenia,

  • obowiązek 1 kursant = 1 instruktor,

  • zakaz wykorzystywania symulatorów w szkoleniach.

Takie podejście może mieć poważne, długofalowe konsekwencje dla całego rynku BSP w Europie.

Konsultacje EASA i sprzeciw branży

EASA rozesłała do podmiotów działających na rynku ankietę, prosząc o opinię na temat planowanych zmian.
W odpowiedziach wielu ośrodków szkoleniowych, instruktorów i organizacji branżowych pojawia się jednoznaczny sprzeciw wobec dalszego zaostrzania przepisów szkoleniowych.

Stanowisko branży nie wynika z niechęci do bezpieczeństwa, lecz z realnej oceny funkcjonowania obecnego systemu, który już dziś jest wadliwy.

1. System STS nie działa operacyjnie

Kategorie STS w obecnym kształcie są często niewykonalne w praktyce.
Wymogi dotyczące:

  • kontrolowanego obszaru,

  • zgód osób postronnych,

  • barier administracyjnych,

sprawiają, że nawet poprawnie wyszkolony operator nie jest w stanie wykonać legalnej operacji, mimo spełnienia wszystkich wymagań formalnych.

➡️ Dokładanie kolejnych regulacji szkoleniowych nie naprawia problemu systemowego.
Najpierw należy poprawić niespójne i niefunkcjonalne przepisy, a dopiero potem rozważać nowe regulacje.


2. Paradoks regulacyjny: więcej wiedzy, mniej możliwości

Obecny system doprowadził do sytuacji absurdalnej:

  • operator w kategorii otwartej ma często większe realne możliwości operacyjne, niż lepiej wyszkolony pilot w kategorii szczególnej.

➡️ Wyższe kompetencje, więcej obowiązków i większa odpowiedzialność nie przekładają się na szersze uprawnienia.
To demotywuje operatorów i podważa sens dalszego rozwoju w kierunku kategorii szczególnej.


3. Brak realnego sprzętu C5 / C6

System STS opiera się na założeniu istnienia dronów C5 i C6, które w praktyce:

  • nie są dostępne na rynku,

  • nie funkcjonują w masowej, realnej sprzedaży.

➡️ W rzeczywistości operatorzy korzystają z przerabianych dronów C2, mimo że formalnie EASA dopuszcza jedynie konwersję C3 → C5.


4. Brak danych potwierdzających zagrożenie bezpieczeństwa

Raporty publikowane przez EASA nie wskazują, aby szkolenia w kategorii szczególnej stanowiły istotny problem bezpieczeństwa:

  • mowa o ok. 16 incydentach i wypadkach w skali całej UE.

To zdecydowanie za mało, aby uzasadniać:

  • zakaz symulatorów,

  • drastyczne zwiększanie godzin szkoleniowych,

  • dalsze ograniczanie rynku.

➡️ Regulacje powinny wynikać z danych, a nie z założeń. Dodatkowo EASA sama wskazuje, że jednym z celów zmian jest „konkurencyjność rynku”, co nie powinno być rolą organu regulacyjnego.


5. Niestabilność prawa niszczy rynek szkoleń

Na przykładzie Polski widać to bardzo wyraźnie:

  • po wprowadzeniu nowych zasad rynek szkoleń dronowych spadł o ok. 95%.

➡️ Ciągłe zmiany, brak okresów przejściowych i nieprzewidywalność regulacyjna:

  • zniechęcają do inwestycji,

  • blokują rozwój kadr,

  • eliminują mniejsze ośrodki szkoleniowe.


6. Oderwana od realiów metodyka szkoleń

Materiały AMC/GM w dużej mierze kopiują rozwiązania z lotnictwa załogowego, co prowadzi do absurdów szkoleniowych.
W sylabusach pojawiają się pojęcia takie jak:

  • VFR,

  • TCAS,

  • SelCal,

  • Zero Fuel Mass,

które nie mają żadnego praktycznego zastosowania w operacjach BSP.

➡️To sztuczne „usamolotowienie” dronów, zamiast tworzenia regulacji dopasowanych do realiów bezzałogowych statków powietrznych.

Dalsze zaostrzanie zasad szkoleniowych w obecnym systemie nie zwiększy bezpieczeństwa – za to może trwale zniszczyć rynek. To moment, w którym głos branży ma jeszcze znaczenie.